Monday, April 20, 2026

Lisa - pierwsza kobieta w Air Force

Po długiej przerwie i za namową mojej niezastąpionej motywatorki Anetki Karwowski wracam do spisywania moich doświadczeń z odkrywaniem poprzednich żyć moich klientów.
Jakiś czas temu odeszłam ze spa, w którym pracowałam od prawie 4 lat. Od ponad 1.5 roku pracuję w klinice medycznej, gdzie klienci zainteresowani sprawami duchowymi nie zdarzają się często. Ja nadal widzę ich poprzednie życia, jednak prawie nigdy się tymi informacjami z nimi nie dzielę.   
Dzisiaj jednak było inaczej… Jak zwykle rozpoczęłam sesję od przyłożenia dłoni do głowy mojej regularnej pacjentki i nagle znalazłam się w jakimś hangarze wojskowym, w którym stały samoloty typu "bomber" (bombowce). Zajęło mi kilkanaście sekund, żeby zorientować się co się dzieje. W odległości jakichś 10 metrów ode mnie zauważyłam kobietę, młodą, może dwudziestoletnią. Zauważyła mnie i zaczęła do mnie machać, jakby chciała się przywitać. Cały obraz to były kolory takiej zielonkawej sepii. Widziałam ją uśmiechniętą, przeogromnie szczęśliwą, a za jej plecami ogromny samolot typu B-52. Ja nie znam się na samolotach, ale ktoś z Przewodników powiedział, że to jest B-52 i zaczął mi objaśniać, na co mam zwrócić uwagę, żeby ten samolot dobrze opisać, bo to podobno ważne. Ten samolot miał takie charakterystyczne okna jakby w kratkę. I ta dziewczyna, rozradowana do granic możliwości, była ubrana w kombinezon pilota wojskowego. Spojrzałam na nią ponownie… Ona wyglądała dokładnie jak moja klientka. Przewodnicy powiedzieli, że Lisa musi się o tym dowiedzieć "bo już jest czas". Powiedzieli też, że jeśli ja jej tego nie powiem, to oni spowodują, że Lisa zacznie temat. Była również informacja, że ona została ostrzelana w swoim samolocie w trakcie ataku na Pearl Harbor, ale przeżyła. Ważną informacją, mającą pomóc w jej identyfikacji, było, że pochodziła z wschodniej części Stanów Zjednoczonych, ale mieszkała na Hawajach.Wyskoczyłam z tej sceny, bo musiałam zmienić ułożenie pacjentki. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam: „Czy mogę Cię o coś zapytać? Czy Ty wierzysz w reinkarnację?"
Col
Lisa powiedziała: „Bardzo kocham wszystko, co ma związek z duchowością."
Zadałam kolejne pytanie: "Czy ty lubisz samoloty? Albo może ich nienawidzisz… Czy masz silne emocje w stosunku do samolotów?"
Zamurowało ją. Wzięła głęboki wdech i powiedziała: „Kocham samoloty i wszystko, co się z nimi wiąże. Kiedy byłam dzieckiem, to moim marzeniem było wziąć lekcje pilotażu. Teraz… nie uwierzysz… mój syn jest pilotem samolotów pasażerskich…"
Pokrótce opowiedziałam jej, co widziałam, a ona zaczęła się trząść, jakby miała drgawki. Powiedziałam jej, że była wtedy wielką patriotką, chciała latać na bombowcach dla swojego kraju. Lisa powiedziała, że od dziecka była strasznie patriotyczna i nie rozumiała, dlaczego. Podałam jej jeszcze kilka detali i powiedziałam, że przewodnicy mówią, że z tego, co jej podałam, będzie w stanie odnaleźć siebie na kartach historii… 
Cornelia Clark Fort - druga z lewej
Gdy wróciłam do domu, zaczęłam przeszukiwać internet… I znalazłam Lisę… Wtedy nazywała się Cornelia Clark Fort. Urodziła się w prominentnej rodzinie w Tennessee. 7 grudnia 1941 roku była członkinią WAFS (Women Auxiliary Ferrying Squadron) gdy Japończycy zaatakowali Pearl Harbor.
 Jakiś czas temu odeszłam ze spa, w którym pracowałam od prawie 4 lat. Od ponad 1.5 roku pracuję w klinice medycznej, gdzie klienci zainteresowani sprawami duchowymi nie zdarzają się często. Ja nadal widzę ich poprzednie życia, jednak prawie nigdy się tymi informacjami z nimi nie dzielę.

 

Friday, November 10, 2023

"George wie..."

Kocham moją pracę, ale czasami przytłacza mnie ilość sesji które robię. Ostatnio jest tego tak dużo, że nie robię już nawet szczegółowych notatek, a co za tym idzie nie piszę zbyt dużo na moich blogach. Staram się jednak zapamiętywać co ciekawsze przypadki.

Jedną z moich stałych "klientek" jest Donna. Pracujemy razem i Donna zawsze chętnie wykorzystuje moje zdolności do wyjaśnienia niektórych zagadek z jej życia. Kilka miesięcy temu zaginął jej brat. Ich rodzina jest bardzo liczna, porozrzucana po całych Stanach. Nikt się nie zorientował, że mężczyzna zaginął, bo facet miał bardzo poważne problemy z alkoholem i narkotykami, cały czas był albo pijany albo na odwyku. Jednak gdy od kilku miesięcy nikt nie miał żadnej wiadomości od niego, Donna i jej siostry zaczęły poszukiwania. Donna jest osobą bardzo duchową, od razu skontaktowała się z naszym szamanem, a ten jej przekazał, że brat jest nie przytomny i albo umiera albo już umarł.

Wczoraj Donna przyszła do mnie na masaż, a ja jej zaproponowałam, że zamiast zwykłego masażu szewdzkiego, zrobię jej nasz hit "Lomi-Lomi". W trakcie masażu Donna miała wrażenie jakby czas zaczął płynąć inaczej - ja zresztą też poczułam jakby czas zwolnił a ja jakbym tą sesję robiła przez dwie godziny zamiast jednej. Przed oczyma przewijały mi się jakieś osoby, których nie znałam, ale miałam wrażenie jakby chciały przekazać jakąś informację. To co łączyło te wszystkie sceny były opuszczone budynki, ponure, ceglaste, jakby zniszczone, ale nadal odwiedzane przez ludzi...

Pierwszy pojawił się facet, który wyglądał na 50 lat z włosami do ramion, siwymi, miał taką charakterystyczną twarz. Wyglądał zdrowo, dobrze zbudowany, w koszuli dżinsowej, nic nie mówił tylko czekał z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Był jakimś opuszczonym budynku na odludziu, budynek nie miał cześci dachu i wyglądał jakby ktoś zrobił tam składowisko śmieci. 

Następnie pojawił się inny mężczyzna, wyższy, chude nogi, chude ręce, ale spuchnięty, wystający brzuch. Mężczyzna stał nieruchomo, kompletnie nieobecny. Stał jak duch w ciemnym korytarzu jakiegoś szpitala, zwrócony w moją stronę, a dokoła niego mijali go przechodzący ludzie, którzy w ogóle go nie zauważali. Miałam wrażenie jakby facet był pomiędzy wymiarami, ani tu ani tam.

Kolejna scena - opuszczony, ceglany budynek po jakiejś fabryce, gdzie okoliczni narkomani zrobili sobie miejsce spotkań. Młody facet w ciepłej, jesienne kurtce i czapce na głowie zwraca się do mnie jakbym była reporterem i opowiada mi co się wydarzyło: był na drugim pietrze tego budynku, byli tam inni bezdomni, alkoholicy i narkomani... Młody mężczyzna jest jednym z nich o jako jedyny zainteresował się człowiekiem, który leżał nieruchomo, prawdopodobnie przyniósł albo podał mu coś ciepłego do zjedzenia, może tez nakarmił... Podczas tej sceny cały czas w głowie miałam głos: "George knows..., George knows... (George wie..., George wie...).

Sesja masażu dobiegła końca. Po sesje jak zwykle opowiedziałam Donnie co widziałam. Donna pobiegła do pokoju pracowniczego i przyniosła swój telefon ze zdjęciami rodzinnymi. Pokazała mi trzech swoich braci, wśród nich momentalnie rozpoznałam obu mężczyzn ze swojej wizji. Pierwszy, ten zdrowo wyglądający to był jej najmłodszy brat, który się powiesił 20 lat temu, teraz miałby... 50 lat i zawsze nosił włosy do ramion. Tym drugim mężczyzną był... zaginiony brat. Powiedziałam Donnie, że jak dla mnie to to wygląda jakby brat był w komie, albo już zmarł tylko dusza jeszcze nie zrozumiała, że to już koniec i że jest już wolny. Jednak nie wiedziały kim jest George i co on takiego wie...

Aż do dzisiaj rana. Dzisiaj jak przyszłam do pracy Donna mnie dopadła zaraz przy drzwiach i siłą zaciągnęła do pokoju dla pracowników.

- Wiem kim jest George! - krzyknęła.

- Ok.... ? Kim jest George? - zapytałam,

- To mój cholerny kuzyn! On jest ostatnią osoba, która miała kontakt z moim bratem. Mój brat włamał się do Georga do domu, zasnął u niego na kanapie. Rano jak kuzyn się obudził, kazał się mojemu bratu wynosić przed jego powrotem z pracy. Jak kuzyn wrócił, brata już nie było został tylko jego plecak z dokumentami. George wie... co się stało z moim bratem!

Tuesday, September 12, 2023

Łączenie faktów - czyli nauka dla mnie

Jestem wdzięczna za każdego klienta. Nie mogę narzekać, 99% moich klientów to wspaniali ludzie, a ten 1% to osoby, które są dla mnie ogromną lekcją i za nich też jestem ogromnie wdzięczna losowi. W ostatnią sobotę w chwili gdy już zbierałam się do wyjścia, klientka zarezerwowała sesję ze mną. Z doświadczenia wiem, że takie last-minute rezerwacje są zawsze najciekawsze, bo przychodzą klienci którzy na prawdę potrzebują tych sesji i bardzo często dodatkowo do masażu dostają jeszcze czytanie za darmo.

    Cheryl ma około 50-60 lat, przyjechała do Sarasoty na wakacje. Przejeżdżała koło naszego spa, a ponieważ sama jest mistyczką, postanowiła wejść i zobaczyć co mamy w ofercie. Zaprosiłam ją do gabinetu i rozpoczęłam wstępny wywiad medyczny, gdy nagle Cheryl powiedziała:

- tutaj jest Twoja babcia...

Zamarłam, obie moje babcie zmarły wiele late temu, kochałam je jak to dziecko, ale kontakt z nimi z różnych powodów rodzinnych miałam raczej ograniczony. Zbyłam to co powiedziała Cheryl i dokończyłam wywiad. Jednak przez całą sesję po głowie chodziło mi to jedno zdanie. Gdy Cheryl opuszczała gabinet, podeszłam do niej i przeprosiłam, że nie pozwoliłam jej kontynuować, ale ona mnie kompletnie zaskoczyła. Na co Cheryl wybuchnęła:

- Twoja babcia jest przy Tobie, układa dłoń na Twoich plecach i mówi, że wszytko będzie dobrze. Przeszłaś przez jakieś bardzo ciężkie chwile ale to już się kończy, już będzie dobrze. 

Powiedziała jeszcze kilka drobiazgów, które powinny mi ułatwić identyfikację i opuściła gabinet.

Byłam w szoku, dopiero jak przyjechałam do domu, wszystko zaczęło się układać w całość. Kiedyś dziewczyna, która robi czytania dla naszych klientów też wspomniała o moich babciach, ale jej wtedy nie uwierzyłam, teraz to wszystko nabiera sensu.

Dzisiaj z kolei przyszedł Daniel. Sesję masażu dostał w prezencie urodzinowym od żony. Długo rozmawialiśmy, do zwykłej sesji masażu, jak zwykle dołożyłam czytanie. W trakcie gdy przekazywałam mu wiadomość od jego Opiekunów o tym, że jest osobą która jest bardzo skromna, a powinien mieć w sobie więcej dumy, bo posiada ogromną wiedzę i jest nauczycielem duchowym, powiedziałam że ma w sobie naturalną niechęć do osób obnoszących się ze swoim bogactwem. Daniel podskoczył, przerwał mi i powiedział:

- Kilka dni temu byłem u fryzjera. Na fotelu obok siedział facet, który bardzo głośno chwalił się swoim bogactwem, a ja czułem jak we mnie narasta gniew. Nie jestem osobą zazdrosną, nie jestem chciwy, cieszę się z tego co mam, ale z każdym wypowiadanym przez tego człowieka słowem, czułem jak wewnątrz mnie narasta gniew. Siedziałem cicho, słuchałem, a w środku mnie aż się gotowało z wściekłości. Nagle poczułem jak energia się ze mnie uwalnia, a facet który się przechwalał nagle zaczął kaszleć, kaszlał tak długo aż ochrypł i do końca jego wizyty nie mógł wydusić z siebie słowa. Teraz zrozumiałem, że to była moja złość, ta energia która spowodowała że facet zamilkł.

Podziękowałam Danielowi. To co powiedział było dla mnie ogromną lekcją. Kiedy jeszcze przyjaźniłam się z moją byłą już przyjaciółką, czułam w sobie nie tyle złość ile obrzydzenie za każdym razem gdy ona zaczynała się przechwalać swoim bogactwem. Byłam tym zaskoczona, bo nie jestem osobą zazdrosną, cieszę się gdy komuś się powodzi, ale sposób w jaki ona rozprawiała (bardzo długo) o swoim bogactwie i geniuszu swoim, swojego męża i dziecka, budził we mnie niesmak. Dochodziło do tego, że bałam się wypowiadać niektóre słowa, żeby nie wyzwoliło to w niej znowu chęci wygłaszania monologu na temat swojego geniuszu i stanu posiadania. Dzięki Danielowi zrozumiałam, że to co czułam jest normalną reakcją na takie osoby jak tamten klient czy moja była przyjaciółka i nie ma w tym nic złego, że człowiek czuje do takich osób obrzydzenie.

Kocham moją pracę, kocham moich klientów, dzięki nim uczę się każdego dnia.

Wednesday, August 30, 2023

UFO

https://www.freepik.com/
Pewnego zimowego wieczoru, mając 8 lat, szłam z  koleżanką na sanki
. Było już ciemno, a lokalna górka była oddalona jakieś 500 metrów od naszego bloku pod samym lasem Witomińskim. Nigdy nie chodziłyśmy na sanki pod las, same, o tak późnej porze. Nie wiem dlaczego wtedy wyszłyśmy, co nam do głowy strzeliło i dlaczego rodzice pozwolili nam w ogóle wyjść z domu. Pamiętam, że koleżanka gadała jak nakręcona, gdy w pewnym momencie ja zauważyłam olbrzymi, zielony, świecący trójkąt na niebie. Wisiał tak sobie nad lasem, mógł mieć wielkość może boiska do piłki nożnej. Szłam ale nie mogłam się odezwać, byłam jak zahipnotyzowana. Lidka mówiła jak nakręcona, najprawdopodobniej nie widziała tego co było na wprost nas, a ja nie byłam w stanie oderwać wzroku od tego obiektu zawieszonego jakby nad lasem. Gdy po dobrych kilku minutach obiekt zniknął, byłam w takim szoku, że bałam się przed samą sobą przyznać do tego co widziałam. Czułam podświadomie, że było to UFO, chociaż wtedy - 40 lat temu, nie było internetu, nie było żadnych informacji na ten temat dostępnych dla tak małego dziecka jak ja. Nie pytałam koleżanki czy widziała to samo, bo bałam się usłyszeć, że też to widziała i że to jest UFO. Nie powiedziałam też o tym nigdy moim rodzicom z tego samego powodu. Tak się złożyło, że kilka dni później, na stole w kuchni leżała jakaś lokalna gazeta w której była opisana historia kilku chłopców ze Stanów Zjednoczonych, którzy będąc gdzieś na obozie zostali uprowadzeni przez UFO, byłam przerażona, odłożyłam gazetę i za wszelką cenę postanowiłam wymazać z pamięci to co widziałam.

    Czterdzieści lat później... mieszkając już na Florydzie coś mi strzeliło do głowy i około 22:30 wyszłam z psem na spacer, chociaż zazwyczaj nasz ostatni spacer jest około 20:30-21:00. Wracają z psem już na naszej ulicy, gdy pies był zainteresowany wąchaniem krzaczków, ja podniosłam głowę (kocham gapić się na gwiazdy)... zamurowało mnie - na bezchmurnym, rozgwieżdżonym niebie od północy nadleciała ogromna pomarańczowa kula ognia. Leciała tak przez może 2-3 sekundy, zgasła na kolejna sekundę, zaświeciła ponownie i poleciała dalej w kierunku południowym. Wyglądało to jak Fireball - olbrzymi meteoryt.  Nie wydawała przy tym żadnego dźwięku. Byłam jak zahipnotyzowana, wiedziałam, że nie mam szans na uchwycenie tego na kamerze, więc po prostu obserwowałam przelot z podziwem. Czy to było UFO - nie wiem. Ja mam umysł ścisły, zawsze najpierw szukam naukowego wytłumaczenia - według mnie była to tak zwana kula ognia, czyli większy meteoryt, ale wszyscy z którymi rozmawiałam kręcą głowami, ich zdanie to było coś więcej.

    A teraz powód dlaczego napisałam ten post. Dzisiaj w nocy przez nasze okolice przewalał się huragan Idalia. Szedł powoli, nabierał energii z Zatoki Meksykańskiej przed uderzeniem. Wiatr był potworny, woda z nieba lała się strumieniami, palma która rośnie zaraz przy moim oknie waliła gałęziami tak głośno, że ciagle wybudzała mnie ze snu. Takie zjawiska pogodowe to ogromna ilość energii. Gdy udało mi się zasnąć, śniło mi się że byłam gdzieś na szkoleniu, coś związanym z energią czy czytaniem Rekordów Akaszy. Pamietam, że w przerwie w zajęciach wyszliśmy wszyscy na zewnątrz, była noc. Spojrzałam w górę, a (znowu) na bezchmurnym niebie pojawił się statek kosmiczny. To nie był zwykły, owalny spodek, to był ogromny obiekt, w którym byłam w stanie wyodrębnić bardzo dużo szczegółów, zmieniał swój wygląd tak jak autoboty w filmie Transformers. Widziałam wyraźnie każdy element. Statek był tak duży że zasłaniał przynajmniej 1/4 widzianego przeze mnie nieba. Spojrzałam dalej a za nim było dużo mniejszych jemu podobnych statków. Jedne bliżej, inne dalej, jedne większe, inne wyglądały jak błyszczący piasek na niebie. W sumie mogło byś ich tysiące... 

    Nie wiem jak ten sen zinterpretować. Przeważnie jeśli mi się śni sen przepowiadający, to realizuje się on dwa dni później. Będę musiała obserwować wiadomości w ciagu najbliższych kilku dni. Może NASA albo inna agencja rządowa wypuści jakieś nowe informacje? Może coś pojawi się na niebie?

Tuesday, August 29, 2023

Kolejny sen... i znowu woda.

Nie wiem co z tymi snami się dzieje. Dawno nie miałam tak, żeby każdej nocy mieć bardzo intensywne/prawdziwe sny, które pamiętam długo po przebudzeniu.

Trzy, a może cztery noce temu śniło mi się, że jestem w jakimś tłumie ludzi, to chyba była jakaś granica, ale miejsce wydaje mi się nie miało znaczenia. Ci ludzi byli chyba imigrantami czy uchodźcami oczekującymi na wpuszczenie na teren jakiegoś kraju albo regionu. Ja im pomagałam w jakiś sposób, byłam wolontariuszką ale nie mam pojęcia co dokładnie robiłam. Po prostu byłam, udzielałam informacji. Pamiętam, że obróciłam się w prawo i zobaczyłam powoli płynącą wodę, coś jak rzeka, ale nie widziałam (albo nie zauważyłam) nic dookoła, może dlatego, że mój wzrok spoczął na tym co pływało w wodzie. Ludzkie zwłoki, zwrócone twarzą do dołu, ubrane w kurtkę i spodnie w jakimś szarawo-czarnym kolorze. Kompletnie nic rzucającego się w oczy, nic charakterystycznego co mogłabym przypisać do kogokolwiek z moich znajomych. Jakby to była zupełnie obca mi osoba. Woda też była zupełnie neutralna, jakby była tylko nośnikiem informacji - nie miała brudnego koloru jak wtedy przy śnie o powodzi, czy czarnego jak w tym śnie o huraganie. Płynęła wolno, leniwie, jak w spokojnej rzecze. Następnie z tego co pamiętam, spojrzałam na swoją dłoń (prawą) i ktoś mi podał kartkę niby znalezioną przy topielcu. Był to fragment listu od mojej byłej przyjaciółki, w którym wściekła skarżyła się na swojego męża. Pisała, że teraz gdy mogłaby już podróżować po całym świecie, nadal nie może nigdzie jeździć, bo jej mąż nie ma dla niej czasu. Gdy tylko przeczytałam wiadomość, sen się urwał.

Nie rozumiem tego snu. Nie łączy mnie z tą osobą kompletnie nic, ja mam swoje życie, ona swoje. Ostatni raz gdy o niej pomyślałam było to wtedy gdy poprosiłam swoich Opiekunów o ewentualne uzdrowienie jej, jeśli tego by potrzebowała. Czyżby to była jej energia, która próbuje w jakiś sposób nawiązać kontakt? Gdy tylko o tym pomyślę, czuję delikatny lęk - co ona tym razem kombinuje? Jak tym razem chce mnie skrzywdzić? Po co? Gdyby potrzebowała pomocy... nie wiem... możliwe, że bym jej pomogła... po raz kolejny. Bo taka niestety jestem. 

Thursday, August 24, 2023

Sesja na piesku.

Reiki można robić nie tylko na ludziach, można robić na zwierzętach, na przedmiotach, na uczuciach, na planecie... na czymkolwiek się chce.

Ostatnio dużo sesji mam na zwierzętach: psach, koniach, wężach... Jakieś 2-3 tygodnie temu robiłam sesję na psie koleżanki. Piesek dużo siusiał, antybiotyki nie pomagały, krwawił przy oddawaniu moczu, nie chciał pic wody. Stan tego psiaka pogarszał się z dnia na dzień, a właścicielka była kompletnie bezradna. Zrobiłam sesję i w jej trakcie zauważyłam, że piesek nie ma zapalenia pęcherza jak myślał weterynarz, ale kamienie w nerkach, to wyglądało jak piasek. W pierwszym dniu po sesji stan pieska była nadal taki sam, ale już 24 godziny później piesek wysiusiał swój pierwszy kamień, który wyglądał jak ... piasek. Przez kolejne kilka dni stan pieska się poprawiał z każdym wysikanym kamieniem. W między czasie nauczyłam właścicielkę podstaw Reiki i dalsze sesje robiła już zupełnie samodzielnie z ogromnym sukcesem. Dzisiaj piesek jest już kompletnie zdrowy, a właścicielka kontynuuje naukę Reiki i ku mojej wielkiej radości idzie jej to bez żadnych problemów.

Sen...

W tym poście nie umieszczę zdjęcia bo musiałoby być bardzo drastyczne. Kilka dni temu przyśniła mi się moja praca. Byłam w spa i po mojej prawej stronie zauważyłam drzwi do dodatkowego pomieszczenia, którego w rzeczywistości nie ma. Miałam świadomość, że było rano, przyszłam przygotować wszystko do otwarcia. W budynku były już Nancy i Beth, właścicielki. Jak już wszystko było gotowe, zauważyłam te dodatkowe drzwi po prawej stronie, w miejscu gdzie mamy show-room z instrumentami. Otworzyłam je, a tam było maluteńkie, ciemne pomieszczenie wielkości schowka na szczotki, w którym mieścił się tylko materac. W momencie otwarcia drzwi, z tego materaca wstała moja była przyjaciółka. Nie wyglądała najlepiej, była zmęczona, wyglądała jakby długo chorowała. Gdy wstała, na materacu zobaczyłam olbrzymie plamy krwi, widać było, że niektóre z nich próbowała czyścić, ale to spowodowało tylko powiększenie się tych plam. Momentalnie wiedziałam też, że są to plamy z powodu cyklu miesięcznego.

Dlaczego o tym piszę? Bo po tym wszystkim co ostatnio przeszłam, zaczęłam dużo większą uwagę przywiązywać do interpretacji snów. Ten sen był bardzo "żywy", miał bardzo dużo szczegółów. Zaczęłam szukać w książkach co to mogło oznaczać. Trochę czasu mi to zajęło, ale znalazłam odpowiedź. Gdy we śnie widzicie plamy krwi, albo że ktoś krwawi z części intymnych oznacza to, że ta osoba w rzeczywistości jest w stanie bardzo silnego wyczerpania psychicznego albo fizycznego.

Jedyne co mogłam zrobić w takiej sytuacji, to poprosić moich Aniołów Stróży o uzdrowienie jej. Swoją drogą interesujące jest jak ogromny wpływ na nas ma druga istota ludzka. Przez te prawie 1.5 roku gdy odnowiłyśmy przyjaźń, nie pamiętałam żadnego snu po przebudzeniu. Zapytałam moich Przewodników co to oznacza, powiedzieli, że musieli ograniczyć ilośc snów przepowiadających, bo za dużo rzeczy opowiadałam mojej "przyjaciółce". Ona jest... Z tego powodu, na okres naszej "przyjaźni", moje sny przepowiadające zostały zredukowane do niezbędnego minimum. Bo moja chęć pomocy jej, nie pomagała w jej rozwoju.

Kilka osób czytających tego bloga zapytało mnie czy żałuję tego 1.5 roku. Nie. Nie żałuję, bo była to też moja lekcja, bardzo bolesna, ale w końcu ją odrobiłam. I teraz gdy tamta przyjaźń jest już przeszłością, moje przepowiadające sny wróciły, dużo bardziej szczegółowe, dużo częstsze - praktycznie codzienne. 

Sunday, June 18, 2023

Interpretacja zdrowia czyli czytanie intuicyjne.

W poprzednim poście napisałam o wiadomości tekstowej, którą dostałam od mojej Przyjaciółki. Na kilka sekund przed otrzymaniem tej wiadomości, siedząc w gabinecie i czekając na pacjenta, poczułam ogromny ból w okolicy serca. Chciałam sprawdzić co się stało, ale przyszedł ten sławny już sms, który w pierwszej chwili rzucił mnie na kolana tak, że zapomniałam o bólu, który odczułam chwilę wcześniej.
Wieczorem po powrocie z pracy, szykując się do snu zauważyłam, że na skórze w okolicy serca mam.. oparzenie. Nie oblałam się niczym gorącym, ale... zaczęłam łączyć fakty.

Przyjaciółka opowiadała mi kiedyś kilka historii ze swojego życia, gdzie w momentach wściekłości osoby, które były powodem złości Przyjaciółki, ucierpiały fizycznie. Między innymi jedna z osób pracujących dla Przyjaciółki wylądowała w szpitalu, a mąż zerwał ścięgno Achillesa. Przyjaciółka wprost przyznała, że wydaje jej się, że ona mogła być sprawcą tych wydarzeń. Nie podejrzewam jej, że robiła to świadomie. Wydaje mi się, że raczej nie potrafi kontrolować swoich emocji i takie są tego efekty.

To co widać na zdjęciu, w chwili obecnej już prawie jest zagojone, ale dało mi wyraźnie do zrozumienia, że podjęłam słuszną decyzję kończąc tą specyficzną przyjaźń. A były inne znaki?
  • pisałam we wcześniejszym poście, że od kiedy odnowiła się nasza przyjaźń, gwałtownie zaczęłam przybierać na wadze. Przez te trzy lata przybyło mi 30 funtów, bez zmiany diety. Według ezoterycznej wiedzy, otyłość to wyniki ochrony, którą tworzy organizm. Jakby moi Opiekunowie specjalnie tworzyli w moim ciele dodatkową warstwę ochronną. Od kiedy zerwałam z Przyjaciółką kontakt, bez zmiany diety waga leci w dół - w tej chwili straciłam już 15 funtów.
  • egzema - o tym nawet wspominałam przyjaciółce, że za każdym razem gdy robię za nią sesję Reiki dla jej klientów, pojawiają mi się nowe bąble na skórze dłoni, jakbym przekazywała dużo więcej energii niż normalnie, bo musiałam leczyć nie tylko jej klienta, ale również ją samą. Dziwne było to, że gdy robiłam w tym okresie sesje dla swoim klientów, w które ona nie była zaangażowana, moja skóra nie miała żadnych nowych problemów. Od kiedy zerwałam kontakty z Przyjaciółką, skóra na moich dłoniach nie ma ani jednego śladu po egzemie. Jednak gdy dwa tygodnie temu przyszedł mi do głowy szalony pomysł, żeby sprawdzić czy u Przyjaciółki wszystko w porządku, w tym samym dniu pojawił się olbrzymi bąbel, który zniknął momentalnie, gdy doszłam do wniosku, że powinnam ruszyć dalej ze swoim życiem, bez oglądania się wstecz za siebie.
  • w ostatnich tygodniach przed zakończeniem naszej przyjaźni zaczęłam mieć problemy z nogami. Problemy z nogami w sensie ezoterycznym znaczą nie poruszanie się w życiu w zaplanowanym kierunku. Najpierw naderwałam mięsień w lewej łydce, póżniej w prawej stopie zrobiła mi się Neuroma Mortona. Tak jak kiedyś tutaj już pisałam - lewa strona oznacza problem z przeszłości przeniesiony do teraźniejszości, a prawa - teraźniejszość. Jak się domyślacie... od momentu zakończenia znajomości, wszystkie problemy z nogami ustąpiły. Bez interwencji lekarzy.
Jeśli macie jakieś problemy zdrowotne, zawsze należy to skonsultować z lekarzem. ZAWSZE. Jednak czasami możemy pomóc medycynie poprzez interpretację tego co obecnie dzieje się w naszym życiu.

 

Friday, June 16, 2023

Sen o powodzi

https://pixabay.com/illustrations/berlin-potsdamer-platz-flood-1156844/
Nie jestem geniuszem jeśli chodzi o interpretowanie snów, przez ostatnie 3 lata prawie ich nie miałam, to znaczy na pewno miałam ale po obudzeniu kompletnie ich nie pamiętałam. Pod koniec maja jednak przyśniła mi się powódź.

Byłam w jakimś dużym mieście z rodziną, podświadomie czułam, że to jest Chicago. Weszliśmy do jakiegoś wysokiego budynku i szliśmy schodami w górę. Widziałam przez okna, że jak tylko weszliśmy do środka, okolicę zaczęła zalewać brudna woda z czarnym piaskiem, liśćmi i gałęziami uderzającymi o szyby. My szliśmy coraz wyżej, a woda zalewała coraz wyższe piętra. Gdy w końcu dotarliśmy na sam dach budynku, woda już tam podchodziła. W pewnym momencie powiedziałam: Przecież to nie może iść w górę w nieskończoność. I w tym momencie jakby ktoś wyciągnął korek z wanny, cała woda się cofnęła.

Ponieważ cały dzień pracowałam dopiero wieczorem zaczęłam interpretować sen:

- woda - emocje. Woda była brudna, więc chodziło o negatywne emocje, a ponieważ była to powódź, była to przepowiednia zbliżającej się sytuacji gdzie będę odczuwała zalew negatywnych emocji.

- Chicago - no cóż, miasto w którym mieszka kiedyś bliska mi osoba.

- woda opadła momentalnie, gdy ja się temu sprzeciwiłam. - to dla mnie najważniejszy znak - to ja sama mam wpływ na to co czuję, jakie emocje dopuszczam do siebie.

Ten sen przepowiadał to co wydarzyło się dwa dni póżniej, przepowiedział ogrom negatywnych emocji związany z osoba z okolic Chicago. Przepowiedział smutek, strach, poczucie odrzucenia i zranienia. Ale też dał mi wskazówkę, że tylko ja jestem w stanie zapanować nad tym co czuję i opanować uczucie smutku.

Koszmary senne nie są po to, żeby nas wystraszyć, są bardziej po to, żeby zwrócić naszą uwagę na jakiś problem. Gdyby te sny były tylko przyjemne, nie pamiętalibyśmy o nich, prawda?

Saturday, January 14, 2023

Tammy - żona handlarza bursztynem... i Indianka Navajo


Moją ostatnią klientką dzisiaj była Tammy. Przyszła, bo jej córka kupiła jej w prezencie świątecznym gift-card na masaż, ale z zaznaczeniem, że ma koniecznie zrobić masaż u mnie. Jej córka to Angel, ta sama która ma problemy kobiece, a przy okazji jej sesji wyszło, że w jednym z jej poprzednich żyć umarła w trakcie bardzo brutalnego porodu, gdy jej dziecko dosłownie zostało wyrwane z jej dróg rodnych.

Chciałam ostatnim masaż dzisiaj zrobić na spokojnie... jednak guides mieli inne plany. Jak tylko zaczęłam pracować nad Tammy, przed oczami pojawiła się stara Indianka. Przegoniłam ten obraz, bo na prawdę chciałam mieć spokojną sesję. Po chwili zaczęły pojawiać się inne obrazy: inna epoka, inny kontynent i znowu moja klientka... Przegoniłam te obraz również. Gdy byłam już bliska zakończenia sesji, usłyszałam przy moim uchu: "Łaszi" (Washie po angielsku). Kilka razy już miałam kontakt z duchem Indianina w naszym spa, on przekazywał mi obrazy, ale nigdy nic nie mówił, a tym razem stanął w trakcie sesji obok mnie i wypowiedział jedno słowo. Spojrzałam w miejsce obok mnie, skąd dochodził głos, ale tam nikogo nie było. 
Dokończyłam sesję i gdy byłam już przy wejściu zapytałam:
- Tammy czy ty wierzysz w reinkarnację?
- Oczywiście!
- Czy lubisz podróżować?
- Uwielbiam!
- A co jeśli Ci powiem, że kiedyś żyłaś w Europie, byłaś żoną handlarza bursztynem, całe swoje życie spędziłaś na wozie kursującym między Morzem Bałtyckim a Włochami? Uwielbiałaś ten styl życia.
- Zawsze marzyłam o takim życiu, nawet po rozwodzie objechałam całą Azję.
- A czy lubisz temat Indian?
Tutaj Tammy aż wstrzymała oddech, nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa. Opowiedziałam jej, że widziałam ją jako Indiankę w końcówce jej życia w plemieniu Navajo, to było gdzieś chyba w Nowym Meksyku. Taką informację dostałam, ale mogę się mylić, bo nie mam pojęcia czy takie plemię istniało w tamtych rejonach. Widziałam jeszcze, że miała dookoła siebie kamienie turkusu. 
Tammy powiedziała, że całe życie ciągnęło ją do Indian. Jest nimi zafascynowana do granic obłędu, nawet była gotowa się przenieść do .... Nowego Meksyku, żeby tam kupić drugi dom i podróżować w tą i z powrotem (analogia do jej wcześniejszego życia) między Nowym Meksykiem i Florydą. I że ona czuje, że tam znajdzie męża. Ja w tym momencie zrobiłam czego nigdy nie robię, bo nienawidzę przepowiadać przyszłości, a to mi się wyrwało wbrew mojej woli. Powiedziałam: Znajdziesz i on będzie z plemienia Navajo.
Tammy opuściła mój gabinet poruszona do głębi. Podeszła do Nancy, właścicielki spa, która akurat stała przy kasie i opowiedziała jej całą historię. Obok Nancy stała Jackie, która spojrzała w Google i powiedziała: zgadza się, Navajo zamieszkują tereny Nowego Meksyku i momentalnie cała trójka spojrzała na mnie z przerażeniem. 
Na odchodnym Tammy powiedziała do Nancy - "Zwiedziłam prawie cały świat, wszędzie próbowałam różnych masaży, ale to co przeżyłam dzisiaj... Nigdy w życiu nie spotkało mnie nic bardziej wzniosłego i motywującego jak to czego doświadczyłam dzisiaj."

Szukając zdjęcia do dzisiejszego posta, znalazłam takie, które miało podpis: "Washie" - w języku Indian oznacza "człowieka" - Indianina. Podejrzewam, że dusza tego Indianina który rezyduje w naszym spa, chciała dać mi do zrozumienia, że jednak dobrze "widziałam" i że Tammy należała kiedyś do jednego z plemion i powinna o tym wiedzieć.

Lisa - pierwsza kobieta w Air Force

Po długiej przerwie i za namową mojej niezastąpionej motywatorki Anetki Karwowski wracam do spisywania moich doświadczeń z odkrywaniem poprz...