Jestem wdzięczna za każdego klienta. Nie mogę narzekać, 99% moich klientów to wspaniali ludzie, a ten 1% to osoby, które są dla mnie ogromną lekcją i za nich też jestem ogromnie wdzięczna losowi. W ostatnią sobotę w chwili gdy już zbierałam się do wyjścia, klientka zarezerwowała sesję ze mną. Z doświadczenia wiem, że takie last-minute rezerwacje są zawsze najciekawsze, bo przychodzą klienci którzy na prawdę potrzebują tych sesji i bardzo często dodatkowo do masażu dostają jeszcze czytanie za darmo. Cheryl ma około 50-60 lat, przyjechała do Sarasoty na wakacje. Przejeżdżała koło naszego spa, a ponieważ sama jest mistyczką, postanowiła wejść i zobaczyć co mamy w ofercie. Zaprosiłam ją do gabinetu i rozpoczęłam wstępny wywiad medyczny, gdy nagle Cheryl powiedziała:
- tutaj jest Twoja babcia...
Zamarłam, obie moje babcie zmarły wiele late temu, kochałam je jak to dziecko, ale kontakt z nimi z różnych powodów rodzinnych miałam raczej ograniczony. Zbyłam to co powiedziała Cheryl i dokończyłam wywiad. Jednak przez całą sesję po głowie chodziło mi to jedno zdanie. Gdy Cheryl opuszczała gabinet, podeszłam do niej i przeprosiłam, że nie pozwoliłam jej kontynuować, ale ona mnie kompletnie zaskoczyła. Na co Cheryl wybuchnęła:
- Twoja babcia jest przy Tobie, układa dłoń na Twoich plecach i mówi, że wszytko będzie dobrze. Przeszłaś przez jakieś bardzo ciężkie chwile ale to już się kończy, już będzie dobrze.
Powiedziała jeszcze kilka drobiazgów, które powinny mi ułatwić identyfikację i opuściła gabinet.
Byłam w szoku, dopiero jak przyjechałam do domu, wszystko zaczęło się układać w całość. Kiedyś dziewczyna, która robi czytania dla naszych klientów też wspomniała o moich babciach, ale jej wtedy nie uwierzyłam, teraz to wszystko nabiera sensu.
Dzisiaj z kolei przyszedł Daniel. Sesję masażu dostał w prezencie urodzinowym od żony. Długo rozmawialiśmy, do zwykłej sesji masażu, jak zwykle dołożyłam czytanie. W trakcie gdy przekazywałam mu wiadomość od jego Opiekunów o tym, że jest osobą która jest bardzo skromna, a powinien mieć w sobie więcej dumy, bo posiada ogromną wiedzę i jest nauczycielem duchowym, powiedziałam że ma w sobie naturalną niechęć do osób obnoszących się ze swoim bogactwem. Daniel podskoczył, przerwał mi i powiedział:
- Kilka dni temu byłem u fryzjera. Na fotelu obok siedział facet, który bardzo głośno chwalił się swoim bogactwem, a ja czułem jak we mnie narasta gniew. Nie jestem osobą zazdrosną, nie jestem chciwy, cieszę się z tego co mam, ale z każdym wypowiadanym przez tego człowieka słowem, czułem jak wewnątrz mnie narasta gniew. Siedziałem cicho, słuchałem, a w środku mnie aż się gotowało z wściekłości. Nagle poczułem jak energia się ze mnie uwalnia, a facet który się przechwalał nagle zaczął kaszleć, kaszlał tak długo aż ochrypł i do końca jego wizyty nie mógł wydusić z siebie słowa. Teraz zrozumiałem, że to była moja złość, ta energia która spowodowała że facet zamilkł.
Podziękowałam Danielowi. To co powiedział było dla mnie ogromną lekcją. Kiedy jeszcze przyjaźniłam się z moją byłą już przyjaciółką, czułam w sobie nie tyle złość ile obrzydzenie za każdym razem gdy ona zaczynała się przechwalać swoim bogactwem. Byłam tym zaskoczona, bo nie jestem osobą zazdrosną, cieszę się gdy komuś się powodzi, ale sposób w jaki ona rozprawiała (bardzo długo) o swoim bogactwie i geniuszu swoim, swojego męża i dziecka, budził we mnie niesmak. Dochodziło do tego, że bałam się wypowiadać niektóre słowa, żeby nie wyzwoliło to w niej znowu chęci wygłaszania monologu na temat swojego geniuszu i stanu posiadania. Dzięki Danielowi zrozumiałam, że to co czułam jest normalną reakcją na takie osoby jak tamten klient czy moja była przyjaciółka i nie ma w tym nic złego, że człowiek czuje do takich osób obrzydzenie.
Kocham moją pracę, kocham moich klientów, dzięki nim uczę się każdego dnia.