Saturday, January 14, 2023

Tammy - żona handlarza bursztynem... i Indianka Navajo


Moją ostatnią klientką dzisiaj była Tammy. Przyszła, bo jej córka kupiła jej w prezencie świątecznym gift-card na masaż, ale z zaznaczeniem, że ma koniecznie zrobić masaż u mnie. Jej córka to Angel, ta sama która ma problemy kobiece, a przy okazji jej sesji wyszło, że w jednym z jej poprzednich żyć umarła w trakcie bardzo brutalnego porodu, gdy jej dziecko dosłownie zostało wyrwane z jej dróg rodnych.

Chciałam ostatnim masaż dzisiaj zrobić na spokojnie... jednak guides mieli inne plany. Jak tylko zaczęłam pracować nad Tammy, przed oczami pojawiła się stara Indianka. Przegoniłam ten obraz, bo na prawdę chciałam mieć spokojną sesję. Po chwili zaczęły pojawiać się inne obrazy: inna epoka, inny kontynent i znowu moja klientka... Przegoniłam te obraz również. Gdy byłam już bliska zakończenia sesji, usłyszałam przy moim uchu: "Łaszi" (Washie po angielsku). Kilka razy już miałam kontakt z duchem Indianina w naszym spa, on przekazywał mi obrazy, ale nigdy nic nie mówił, a tym razem stanął w trakcie sesji obok mnie i wypowiedział jedno słowo. Spojrzałam w miejsce obok mnie, skąd dochodził głos, ale tam nikogo nie było. 
Dokończyłam sesję i gdy byłam już przy wejściu zapytałam:
- Tammy czy ty wierzysz w reinkarnację?
- Oczywiście!
- Czy lubisz podróżować?
- Uwielbiam!
- A co jeśli Ci powiem, że kiedyś żyłaś w Europie, byłaś żoną handlarza bursztynem, całe swoje życie spędziłaś na wozie kursującym między Morzem Bałtyckim a Włochami? Uwielbiałaś ten styl życia.
- Zawsze marzyłam o takim życiu, nawet po rozwodzie objechałam całą Azję.
- A czy lubisz temat Indian?
Tutaj Tammy aż wstrzymała oddech, nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa. Opowiedziałam jej, że widziałam ją jako Indiankę w końcówce jej życia w plemieniu Navajo, to było gdzieś chyba w Nowym Meksyku. Taką informację dostałam, ale mogę się mylić, bo nie mam pojęcia czy takie plemię istniało w tamtych rejonach. Widziałam jeszcze, że miała dookoła siebie kamienie turkusu. 
Tammy powiedziała, że całe życie ciągnęło ją do Indian. Jest nimi zafascynowana do granic obłędu, nawet była gotowa się przenieść do .... Nowego Meksyku, żeby tam kupić drugi dom i podróżować w tą i z powrotem (analogia do jej wcześniejszego życia) między Nowym Meksykiem i Florydą. I że ona czuje, że tam znajdzie męża. Ja w tym momencie zrobiłam czego nigdy nie robię, bo nienawidzę przepowiadać przyszłości, a to mi się wyrwało wbrew mojej woli. Powiedziałam: Znajdziesz i on będzie z plemienia Navajo.
Tammy opuściła mój gabinet poruszona do głębi. Podeszła do Nancy, właścicielki spa, która akurat stała przy kasie i opowiedziała jej całą historię. Obok Nancy stała Jackie, która spojrzała w Google i powiedziała: zgadza się, Navajo zamieszkują tereny Nowego Meksyku i momentalnie cała trójka spojrzała na mnie z przerażeniem. 
Na odchodnym Tammy powiedziała do Nancy - "Zwiedziłam prawie cały świat, wszędzie próbowałam różnych masaży, ale to co przeżyłam dzisiaj... Nigdy w życiu nie spotkało mnie nic bardziej wzniosłego i motywującego jak to czego doświadczyłam dzisiaj."

Szukając zdjęcia do dzisiejszego posta, znalazłam takie, które miało podpis: "Washie" - w języku Indian oznacza "człowieka" - Indianina. Podejrzewam, że dusza tego Indianina który rezyduje w naszym spa, chciała dać mi do zrozumienia, że jednak dobrze "widziałam" i że Tammy należała kiedyś do jednego z plemion i powinna o tym wiedzieć.

Pam - prostytutka na Dzikim Zachodzie

foto Sebastian Aari Voortman
Wczoraj  wróciła do mnie moja stała klientka Pam. Jeszcze kilka tygodni temu Pam miała problemy z szyją i biodrem. Po naszym pierwszym czytaniu, gdzie odkryłyśmy jej życie jako arystokratki w Wersalu, która straciła swoje życie na gilotynie, Pam zauważyła, że ból szyi, który miała od 15 lat, minął. Niestety ból prawego biodra pozostał i nie pozwalał jej normalnie funkcjonować.

Przed rozpoczęciem sesji, a podczas wstępnej rozmowy poprosiłam Pam, żeby pokazała mi jaki ruch powoduje ból. Pam się zaśmiała i ruszyła biodrem jak tancerka wykonująca kankana. To mi wystarczyło. Poprosiłam ją, żeby przygotowała się do sesji, a sama wyszłam umyć ręce.

Praktycznie w milczeniu zrobiłam prawie całą sesję, gdy pod koniec Pam nie wytrzymała i zapytała: kiedy mi w końcu powiesz co zobaczyłaś? Skąd ten ból?

Zapytałam: Pam... czy czujesz jakiś emocjonalny związek z Dzikim Zachodem?

Pam aż klasnęła w ręce: Boże! Jak kocham te klimaty! Jak byłam małą dziewczynką, babcia mi kupiła konika na resorach i strój cowgirl. To była najlepsza zabawa w moim życiu!

Powiedziałam jej: Pam, Ty już kiedyś byłaś CowGirl, a właściwie tancerką i prostytutką w tamtych czasach. Pracowałaś w saloonie w Santa Fe, ale to było malutkie miasteczko gdzieś w Arizonie, nie to znane z Kalifornii. To miasteczko było na trasie dyliżansów. Ty byłaś ukochaną przez wszystkich, faceci za Tobą szaleli, a inne dziewczyny Cię uwielbiały. Miałaś strasznie zaraźliwy śmiech. Byłaś takim "słoneczkiem". Ty uwielbiałaś swoja robotę, byłaś tak bardzo szczęśliwa w tamtym życiu.

Pam zapytała: czyli ten ból biodra to od tańca?

- Nie - odpowiedziałam - w 1887 roku zostałaś postrzelona przez przypadek w trakcie jakiejś strzelaniny w salonie. Kula trafiła Cię w biodro i się wykrwawiłaś. Na imię miałaś... hm... to była imię dwuczłonowe, bardzo je lubiłaś: ... Mary-Jane.

Pam aż się zerwała ze stołu: - moje prawdziwe imię w papierach to: Pamela-Jane!

Opuszczając mój gabinet Pam zdawała się płynąć... ból biodra, który miała od wielu lat... po prostu zniknął.

Lisa - pierwsza kobieta w Air Force

Po długiej przerwie i za namową mojej niezastąpionej motywatorki Anetki Karwowski wracam do spisywania moich doświadczeń z odkrywaniem poprz...