Moją ostatnią klientką dzisiaj była Tammy. Przyszła, bo jej córka kupiła jej w prezencie świątecznym gift-card na masaż, ale z zaznaczeniem, że ma koniecznie zrobić masaż u mnie. Jej córka to Angel, ta sama która ma problemy kobiece, a przy okazji jej sesji wyszło, że w jednym z jej poprzednich żyć umarła w trakcie bardzo brutalnego porodu, gdy jej dziecko dosłownie zostało wyrwane z jej dróg rodnych.
Chciałam ostatnim masaż dzisiaj zrobić na spokojnie... jednak guides mieli inne plany. Jak tylko zaczęłam pracować nad Tammy, przed oczami pojawiła się stara Indianka. Przegoniłam ten obraz, bo na prawdę chciałam mieć spokojną sesję. Po chwili zaczęły pojawiać się inne obrazy: inna epoka, inny kontynent i znowu moja klientka... Przegoniłam te obraz również. Gdy byłam już bliska zakończenia sesji, usłyszałam przy moim uchu: "Łaszi" (Washie po angielsku). Kilka razy już miałam kontakt z duchem Indianina w naszym spa, on przekazywał mi obrazy, ale nigdy nic nie mówił, a tym razem stanął w trakcie sesji obok mnie i wypowiedział jedno słowo. Spojrzałam w miejsce obok mnie, skąd dochodził głos, ale tam nikogo nie było.
Dokończyłam sesję i gdy byłam już przy wejściu zapytałam:
- Tammy czy ty wierzysz w reinkarnację?
- Oczywiście!
- Oczywiście!
- Czy lubisz podróżować?
- Uwielbiam!
- A co jeśli Ci powiem, że kiedyś żyłaś w Europie, byłaś żoną handlarza bursztynem, całe swoje życie spędziłaś na wozie kursującym między Morzem Bałtyckim a Włochami? Uwielbiałaś ten styl życia.
- Zawsze marzyłam o takim życiu, nawet po rozwodzie objechałam całą Azję.
- A czy lubisz temat Indian?
Tutaj Tammy aż wstrzymała oddech, nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa. Opowiedziałam jej, że widziałam ją jako Indiankę w końcówce jej życia w plemieniu Navajo, to było gdzieś chyba w Nowym Meksyku. Taką informację dostałam, ale mogę się mylić, bo nie mam pojęcia czy takie plemię istniało w tamtych rejonach. Widziałam jeszcze, że miała dookoła siebie kamienie turkusu.
Tammy powiedziała, że całe życie ciągnęło ją do Indian. Jest nimi zafascynowana do granic obłędu, nawet była gotowa się przenieść do .... Nowego Meksyku, żeby tam kupić drugi dom i podróżować w tą i z powrotem (analogia do jej wcześniejszego życia) między Nowym Meksykiem i Florydą. I że ona czuje, że tam znajdzie męża. Ja w tym momencie zrobiłam czego nigdy nie robię, bo nienawidzę przepowiadać przyszłości, a to mi się wyrwało wbrew mojej woli. Powiedziałam: Znajdziesz i on będzie z plemienia Navajo.
Tammy opuściła mój gabinet poruszona do głębi. Podeszła do Nancy, właścicielki spa, która akurat stała przy kasie i opowiedziała jej całą historię. Obok Nancy stała Jackie, która spojrzała w Google i powiedziała: zgadza się, Navajo zamieszkują tereny Nowego Meksyku i momentalnie cała trójka spojrzała na mnie z przerażeniem.
Na odchodnym Tammy powiedziała do Nancy - "Zwiedziłam prawie cały świat, wszędzie próbowałam różnych masaży, ale to co przeżyłam dzisiaj... Nigdy w życiu nie spotkało mnie nic bardziej wzniosłego i motywującego jak to czego doświadczyłam dzisiaj."
Szukając zdjęcia do dzisiejszego posta, znalazłam takie, które miało podpis: "Washie" - w języku Indian oznacza "człowieka" - Indianina. Podejrzewam, że dusza tego Indianina który rezyduje w naszym spa, chciała dać mi do zrozumienia, że jednak dobrze "widziałam" i że Tammy należała kiedyś do jednego z plemion i powinna o tym wiedzieć.
No comments:
Post a Comment