Kocham moją pracę, ale czasami przytłacza mnie ilość sesji które robię. Ostatnio jest tego tak dużo, że nie robię już nawet szczegółowych notatek, a co za tym idzie nie piszę zbyt dużo na moich blogach. Staram się jednak zapamiętywać co ciekawsze przypadki.
Jedną z moich stałych "klientek" jest Donna. Pracujemy razem i Donna zawsze chętnie wykorzystuje moje zdolności do wyjaśnienia niektórych zagadek z jej życia. Kilka miesięcy temu zaginął jej brat. Ich rodzina jest bardzo liczna, porozrzucana po całych Stanach. Nikt się nie zorientował, że mężczyzna zaginął, bo facet miał bardzo poważne problemy z alkoholem i narkotykami, cały czas był albo pijany albo na odwyku. Jednak gdy od kilku miesięcy nikt nie miał żadnej wiadomości od niego, Donna i jej siostry zaczęły poszukiwania. Donna jest osobą bardzo duchową, od razu skontaktowała się z naszym szamanem, a ten jej przekazał, że brat jest nie przytomny i albo umiera albo już umarł.
Wczoraj Donna przyszła do mnie na masaż, a ja jej zaproponowałam, że zamiast zwykłego masażu szewdzkiego, zrobię jej nasz hit "Lomi-Lomi". W trakcie masażu Donna miała wrażenie jakby czas zaczął płynąć inaczej - ja zresztą też poczułam jakby czas zwolnił a ja jakbym tą sesję robiła przez dwie godziny zamiast jednej. Przed oczyma przewijały mi się jakieś osoby, których nie znałam, ale miałam wrażenie jakby chciały przekazać jakąś informację. To co łączyło te wszystkie sceny były opuszczone budynki, ponure, ceglaste, jakby zniszczone, ale nadal odwiedzane przez ludzi...
Pierwszy pojawił się facet, który wyglądał na 50 lat z włosami do ramion, siwymi, miał taką charakterystyczną twarz. Wyglądał zdrowo, dobrze zbudowany, w koszuli dżinsowej, nic nie mówił tylko czekał z rękoma skrzyżowanymi na piersi. Był jakimś opuszczonym budynku na odludziu, budynek nie miał cześci dachu i wyglądał jakby ktoś zrobił tam składowisko śmieci.
Następnie pojawił się inny mężczyzna, wyższy, chude nogi, chude ręce, ale spuchnięty, wystający brzuch. Mężczyzna stał nieruchomo, kompletnie nieobecny. Stał jak duch w ciemnym korytarzu jakiegoś szpitala, zwrócony w moją stronę, a dokoła niego mijali go przechodzący ludzie, którzy w ogóle go nie zauważali. Miałam wrażenie jakby facet był pomiędzy wymiarami, ani tu ani tam.
Kolejna scena - opuszczony, ceglany budynek po jakiejś fabryce, gdzie okoliczni narkomani zrobili sobie miejsce spotkań. Młody facet w ciepłej, jesienne kurtce i czapce na głowie zwraca się do mnie jakbym była reporterem i opowiada mi co się wydarzyło: był na drugim pietrze tego budynku, byli tam inni bezdomni, alkoholicy i narkomani... Młody mężczyzna jest jednym z nich o jako jedyny zainteresował się człowiekiem, który leżał nieruchomo, prawdopodobnie przyniósł albo podał mu coś ciepłego do zjedzenia, może tez nakarmił... Podczas tej sceny cały czas w głowie miałam głos: "George knows..., George knows... (George wie..., George wie...).
Sesja masażu dobiegła końca. Po sesje jak zwykle opowiedziałam Donnie co widziałam. Donna pobiegła do pokoju pracowniczego i przyniosła swój telefon ze zdjęciami rodzinnymi. Pokazała mi trzech swoich braci, wśród nich momentalnie rozpoznałam obu mężczyzn ze swojej wizji. Pierwszy, ten zdrowo wyglądający to był jej najmłodszy brat, który się powiesił 20 lat temu, teraz miałby... 50 lat i zawsze nosił włosy do ramion. Tym drugim mężczyzną był... zaginiony brat. Powiedziałam Donnie, że jak dla mnie to to wygląda jakby brat był w komie, albo już zmarł tylko dusza jeszcze nie zrozumiała, że to już koniec i że jest już wolny. Jednak nie wiedziały kim jest George i co on takiego wie...
Aż do dzisiaj rana. Dzisiaj jak przyszłam do pracy Donna mnie dopadła zaraz przy drzwiach i siłą zaciągnęła do pokoju dla pracowników.
- Wiem kim jest George! - krzyknęła.
- Ok.... ? Kim jest George? - zapytałam,
- To mój cholerny kuzyn! On jest ostatnią osoba, która miała kontakt z moim bratem. Mój brat włamał się do Georga do domu, zasnął u niego na kanapie. Rano jak kuzyn się obudził, kazał się mojemu bratu wynosić przed jego powrotem z pracy. Jak kuzyn wrócił, brata już nie było został tylko jego plecak z dokumentami. George wie... co się stało z moim bratem!
No comments:
Post a Comment