 |
| foto Daniel Torobekov |
Kilka dni po sesji z Megan przyszła do mnie Marci. Przesympatyczna kobieta z którą powoli się zaprzyjaźniamy. Marci ma polskie korzenie, pochodzi z rodu polskich książąt, jest też niesamowicie wrażliwa na energię i ma ogromny dar uzdrawiania. Marci ciagle mnie wypytuje o to co widzę. Tym razem przyszła na sesję masażu Lomi-Lomi. Lomi-Lomi jest masażem pochodzącym z Hawajów, różni się od regularnego masażu sposobem zakrywania ciała - używa się do tego malutkich ręczniczków, albo jedwabnych kawałków materiału, które zakrywają tylko intymne części ciała, oraz innym rodzajem ruchów dłoni i przedramion. Przy Lomi-Lomi są to bardzo długie i powolne przesunięcia po całej długości ciała, od stóp po czubek głowy. Terapeuta wsłuchuje się w oddech klienta i zgodnie jego rytmem prowadzi sesje. Ruchy dłoni i przedramion powinny przypominać fale oceanu, który obmywa ciało i uspakaja.
I to właśnie poczuła Marci podczas naszej sesji. Na samym początku poprosiłam ją żeby zamknęła oczy a ja otworzyłam portal i zaprosiłam jej opiekunów, strażników, aniołów stróży i wszystkich bliskich którzy już odeszli, żeby pomogli w sesji uzdrawiania. Gdy tylko przyłożyłam dłonie do jej głowy, Marci "znalazła" się pod wodą. Przez całą sesję miała wrażenie, że jest syreną, pływa z delfinami w oceanie. Nic mi o tym nie mówiła, ale ja jej po zakończonej sesji powiedziałam, że przez cały czas widziałam ją... pod wodą, jako istotę morską ale nie była w stanie powiedzieć, czy była delfinem czy syreną bo obie te istoty się przenikały.
No comments:
Post a Comment